Pytania bez odpowiedzi: List do P.

Witaj, Przemo.
Przepraszam, że niepokoję, jednak od kilku dni nie potrafię pozbierać myśli, postanowiłem więc napisać do Ciebie kilka słów. Nawet teraz, siedząc przed komputerem idzie mi to dość opornie, a przecież tyle jeszcze miałem Tobie do przekazania…
Sięgam pamięcią wstecz i zastanawiam się, kiedy właściwie Cię poznałem? Był to chyba rok 1994, gdy dołączyłeś do trampkarzy noworudzkiego „Piasta”.
Beztroskie czasy i wartościowe znajomości pielęgnowane do dziś…
Latem 1995 roku pojechaliśmy wspólnie na kolonię letnią do miejscowości Poddąbie koło Ustki. Mieszkaliśmy w małych domkach, których ściany i sufit zrobione były z dykty, czy innej tektury. Koniec końców, gdy zdejmowałeś koszulkę, a już wtedy wyróżniałeś się posturą, robiłeś dziury w suficie…
Później zepsuliśmy zamek w drzwiach i już do końca turnusu zmuszeni byliśmy wchodzić… oknem do naszej „posiadłości”.
Śmiechu przy tym było co niemiara, jednak na dłuższą metę było to dość irytujące.
Podczas tych 3 tygodni spędzonych nad morzem, odbywał się tradycyjny chrzest dla osób, które pojawiły się na kolonii po raz pierwszy.
Byłeś Neptunem i z powagą pełniłeś honory mistrza ceremonii.
Rolę władcy mórz, którą brawurowo odegrałeś wtedy nad Bałtykiem, przypominałem Tobie przez lata, także w Hiszpanii.
Dość niespodziewanie bowiem, w roku 2007, obaj pojawiliśmy się na Półwyspie Iberyjskim.
Rozumieliśmy się bez słów, znów był śmiech i nocne rozmowy o piłce nożnej przy piwie San Miguel… Praca schodziła na nieco dalszy plan, pobyt w Caspe był przygodą i fajnym, życiowym doświadczeniem.
Pamiętasz Rafę, tego starszego brygadzistę, który słuchał muzyki klasycznej?
Graliśmy z nim w stolice. Był ostry i wymagający, ale chyba darzył nas sympatią. Powiedział mi kiedyś, że z wiedzą o piłce, którą posiadamy, powinniśmy publikować teksty w gazetach, ewentualnie zabrać się za pisanie książki…
Zaimponowałeś mi w roku 2010, po absurdalnym spadku „Piasta” do klasy A.
Był to okres, gdy Twój ukochany klub upadł na peryferie poważnego futbolu, grając po okolicznych wioskach z dość egzotycznymi rywalami.
Na szczęście pobyt w tej lidze trwał tylko jeden sezon, a zawodnicy, co warte podkreślenia, mogli liczyć na głośny doping w każdym spotkaniu…
A przecież pamiętałeś II ligę.
Dopingowałeś „Piasta” jeszcze w czasach III ligi.
Pamiętasz nasz wspólny wypad na derbowy mecz z KP Wałbrzych wiosną 1995 roku?
Byłeś wiernym i oddanym fanem, niezależnie od klasy rozgrywkowej, w której występował nasz zespół.
Powiem więcej: tak lojalni kibice, to chyba największy kapitał każdej drużyny!
Zadzwoniłem do Ciebie w lipcu, przed moim wyjazdem do Chorzowa i Jastrzębia śladami, drugoligowych występów „Piasta”.
Mimo postępującej choroby zachowałeś pogodę ducha. Spotkaliśmy się na ulicy Podjazdowej w momencie, gdy rozdawałeś zielono-biało-czarne gadżety przedstawicielom najmłodszego pokolenia…
– Naklej parę wlepek „Piasta” na Śląsku – tylko uważaj, bo za to jest kara (…) – tak wtedy mówiłeś.
Nakleiłem. Na starym stadionie GKS-u Jastrzębie nawet dwie, niech pamiętają, z kim grali baraże o Ekstraklasę…
Zainteresowałeś się naszym projektem, pytałeś, jak przebiegają pracę nad kroniką „Piasta” Nowa Ruda.
Dopingowałeś do pracy i okazywałeś wsparcie.
Miałem się do Ciebie odezwać w kwestii szalików. Mamy bowiem z Michałem w zwyczaju wręczać je każdemu byłemu piłkarzowi „Piasta”, z którym rozmawiamy…
Czekałem na bardziej odpowiedni moment, nie chcąc zakłócać spokoju…
Kilkanaście dni temu wzruszyła mnie inicjatywa noworudzkich biegaczy i słowa, które napisał do mnie Grzesiu Czajka.
Podobne odczucia towarzyszyły mi po apelu Dawida Galewicza oraz wzmożonej aktywności Twych przyjaciół „po szalu”.
Pomyślałem wtedy– przy takim wsparciu po prostu musi być dobrze…
Nie wiem co pisać dalej, Przemo…
Ten list jest bez ładu i składu, gubię wątek i nie potrafię się skupić…
To chyba tyle. Aha, ponoć wszystko ma swój czas i swoje miejsce, prawda? Czy aby na pewno?
Na to pytanie nie potrafię uzyskać odpowiedzi…
Do zobaczenia.
Sebastian
P.S. Szaliki „Piasta” wręczysz mi kiedy indziej.
Nowa Ruda, 7 XI 2017 r.


Sebastian Piątkowski

Udostępnij na: