Mocarz z Kujaw

Po bezpotomnej śmierci Leszka Czarnego w roku 1288 rozpoczął się wielki wyścig do Krakowa. Pretendentów do tronu było wielu. Pierwszym zdobywcą tronu krakowskiego był Bolesław książę płocki. Wnet jednak okazało się, że wbrew wszelkim umowom rację ma silniejszy, a tym właśnie okazał się Henryk Probus, któremu bramy Krakowa otwarli niemieccy mieszczanie. I tutaj do gry wchodzi nasz mocarz z Kujaw, czyli Władysław zwany Łokietkiem, wnuk Konrada Mazowieckiego, znanego z jednego przynajmniej faktu – sprowadzenia Krzyżaków. Łokietek był przyrodnim bratem Leszka Czarnego i stąd wywodził swoje prawo do dzielnicy krakowskiej. Niedługo zagrzał miejsca w Krakowie, bo już w następnym roku musiał uciekać przed Henrykiem. Dziedzictwo, po otrutym Probusie, przejął Przemysł II, a swoją kandydaturę zgłaszał również Henryk Głogowczyk. Jak często bywa, w takich sytuacjach przychodzi gajowy – tym razem był to Wacław II, król Czech i… wszyscy musieli uciekać. Podstawy prawne Przemyślidów do panowania w Krakowie opierały się na zapisie Gryfiny, wdowy po Leszku Czarnym. Nawet jeżeli był taki zapis, to w polskim prawie dynastycznym nic nie znaczył. Kobiety wówczas nie miały prawa dziedziczenia, ale solidna siła militarna, poparcie niemieckiego mieszczaństwa, dawały mocne podstawy do korony polskiej. I z takiego prawa skorzystał gajowy. Cóż robi nasz mocarz? Wypędzony z Małopolski zawarł umowę z Przemysłem II i po jego śmierci zajął część Wielkopolski. Szczęście nie trwało długo, bo Wacław II zaczął dzieło jednoczenia ziem polskich, a właściwej byłoby powiedzieć, okupację. Główną podporą czeskich rządów był biskup, zniemczony Ślązak, Jan Muskata… „rozpustnik, a ponadto jeszcze złodziej, okrutnik i łupieżca kościołów, tych mianowicie, gdzie proboszczami byli Polacy. Jego zdaniem topór żołnierski, to najlepszy „klucz św. Piotra” do otwierania takich świątyń” (Jasienica). W ramach tego „zjednoczenia” opanował Wielkopolskę, Kujawy, Pomorze Gdańskie, uzależniał księstwa śląskie i niektóre mazowieckie. Łokietek stracił wszystko z kujawską ojcowizną włącznie i znowu musiał uchodzić z Polski. Tym razem na kilka lat. Lata tułaczki wykorzystał na budowanie sojuszy. W Rzymie, obietnicą solidnego płacenia świętopietrza, zapewnił sobie przychylność papieża. Na Węgrzech wszedł w układy z przeciwnikami chętnych na węgierski tron Przemyślidów. W roku 1304, przy pomocy Węgrów i książąt Rusi Halickiej, wkroczył do Polski i zaczął odbierać Czechom polskie ziemie. Śmierć Wacława II i jego następcy, otworzyła Łokietkowi szansę na zjednoczenie całej Polski. W roku 1306 był panem: Małopolski, Kujaw, części Wielkopolski i Pomorza Wschodniego. Przemyślidzi zostawili jednak okropne pole minowe w postaci rozpanoszonej niemczyzny w miastach, zhołdowanych księstw śląskich i w dodatku przekazania Brandenburgii swoich praw do Pomorza. Wtedy Łokietek zajęty tłumieniem buntów w miastach Małopolski poprosił Krzyżaków o pomoc przeciwko Brandenburczykom. Skutki znamy – na odzyskanie Gdańska trzeba było czekać ponad 150 lat. Porażki, wygnania, tułaczka, powroty, towarzyszyły Łokietkowi przez całe życie. Po Przemyślidach tron czeski przejął Jan Luksemburski i do swojej tytulatury dołożył „król Polski” i oczywiście wszedł w sojusz z Brandenburgią i Krzyżakami. Zaiste, trzeba mocarza, by nie ulec takiej nawale niemieckiej. Tenże malutki mężczyzna, którego nawet karłem złośliwi nazywali, zdołał utrzymać się na krakowskim tronie, uzyskać zgodę papieża na koronację (1320), przekazać synowi państwo, niewielkie terytorialnie, ale niezależne, budowane na mocnych fundamentach. Sojusznikami Łokietka było polskie rycerstwo, duchowieństwo i wierna, dzielna małżonka Jadwiga, matka sześciorga dzieci, w tym Kazimierza, przyszłego dziedzica ojcowskiej korony. Trzeba być nie lada mocarzem, by nie ulec tak wielkiej przewadze. Niestety, nie przeszedł do historii jako Władysław Wielki.


Stanisław Łukasik

Udostępnij na: