Dzikość w naturze

Czerwcowe weekendy często spędzamy na łonie natury, dlatego przypominamy i apelujemy – nie zabierajcie zwierząt z lasu!
Niestety, każdego roku na wiosnę w okresie ptasich lęgów i wykotów zwierzyny leśnej, dramatem staje się znoszenie z lasu m.in. młodych zajęcy, saren czy ptaków. W imię udzielenia pomocy, „ratowania” wyrządza się im największą z możliwych krzywd.
Młode, wyglądające na porzucone i pozbawione opieki matki maleństwo, nie zginie bez ludzkiej pomocy. Przykładowo sarny, które opiekują się swoimi młodymi, mają w zwyczaju zostawiać je same w ukryciu w trawie lub pod krzakiem. Pozostawianie dziecka bez opieki to, jak najbardziej normalne zachowanie – to strategia, która zwiększa szanse na przeżycie potomstwa. Dzieje się tak, ponieważ małe sarny w odróżnieniu od dorosłych, nie wydzielają zbyt intensywnego zapachu i dzięki temu nie przyciągają drapieżników. Bardzo często matka obserwuje z bezpiecznej odległości swoje potomstwo, by na wszelki wypadek odciągnąć uwagę ewentualnego drapieżnika.
Pamiętajmy, aby w żadnym wypadku nie zabierać z lasu takich zwierząt, ani ich nie dotykać. Najlepiej obejść je spokojnie i nie płoszyć. Zabierając młode, odbieramy im mamy i wyrządzamy im wielką krzywdę. Ingerencja w świat dzikich zwierząt jest zasadna tylko wtedy, gdy zwierzę jest ranne, czy okaleczone np. w wyniku wypadku komunikacyjnego.
Czerwiec to też czas, w którym młode sowy opuszczają gniazda, choć nie potrafiąc jeszcze latać. Takie opuszczanie dziupli i gniazd jest naturalnym mechanizmem obronnym tych ptaków. W ten sposób sowy zmniejszają ryzyko zabicia wszystkich piskląt przez drapieżniki, do czego mogłoby dojść, gdyby siedziały wszystkie razem w gnieździe. Tak więc wczesne opuszczanie gniazd jest sowią strategią przetrwania.
Często zdarza się, że napotkana przez człowieka młoda „puchata” i bezbronna sowa zabierana jest niepotrzebnie do domu, schroniska lub ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt. To zdecydowanie błędne postępowanie. Młoda sowa nie wypadła z gniazda, nie została też porzucona przez swoich rodziców. Jest bacznie pilnowana przynajmniej przez jednego z nich. Nie „porywajmy” więc żadnych piskląt, jeśli nie jesteśmy w stu procentach pewni, że są ranne lub że straciły swoich rodziców. Znajdując pisklaka najlepiej go nie dotykać. Jedynie, gdy maluch siedzi na ziemi, dobrze jest posadzić go na gałęzi, aby nie był łatwym łupem dla drapieżnika.
Tomasz Proszek

Numer 282 tygodnika “Noworudzianin” dostępny w archiwum.



Numer 282
2-8 czerwca 2017 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz