Po własnych śladach?

Może. Ale AniKijom to zupełnie nie przeszkadza. Bardzo mglisty sobotni (8 lutego) ranek budził wątpliwość – wziąć kije i w drogę, czy fotel, pilot, kawusia itp.? Pod dębem „Stanisławem” zameldowało się zaledwie dziewięć osób, chociaż słoneczko przyświecało już pięknie. Powędrowałyśmy (tym razem były same panie) w kierunku słupieckiego kościoła. Legenda o wilku została przypomniana, a po przejściu drogą przez działki pozdrowiony został czarny krzyż. Wszystkie buzie uśmiechały się do słońca i do siebie, a i te-matów do rozmów nie brakowało. Nie wiadomo kiedy przed nami „nagle wyrosła” stara stodoła, przy której byłyśmy już nie wiadomo ile razy, ale i tak było ładnie. Skręciłyśmy w stronę starego (odnowionego) ujęcia wodnego i kawałek za nim skończyła się nam dobra, sucha droga. Do ulicy Kasztanowej doszłyśmy taplając się nieco w błocie, ale mokrego lądowania na szczęście nikt nie zaliczył. Przy kościele zamknęło nam się kółeczko, liczące prawie siedem kilometrów.

Noworudzki UTW
Anna Szczepan

Str. 13 w numerze 415 tygodnika „Noworudzianin” dostępnym w archiwum.




Numer 415
14-20 lutego 2020 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *