Co robiłam wcześniej?

Magdalenie Muryj bardzo podobały się przedmioty ręcznie ozdabiane. Kiedy sama zaczęła próbować swoich sił w tym kierunku, nie podejrzewała, że stanie się to jej pasją

Zamiłowaniem do decoupage „zaraziła się” kilka lat temu. Zobaczyła, spodobały się jej te małe dzieła sztuki i postanowiła sprawdzić czy umiałaby sama coś takiego wykonać.
– Najbardziej podobały mi się skrzyneczki, drewniane pudełeczka. Są bardzo praktyczne. Szukałam wiadomości w Internecie od czego zacząć, jakich używać materiałów. Później, metodą prób i błędów, krok po kroku… – wspomina pasjonatka.
Na Facebooku dołączyła do grup interesujących się decoupage. Tam znalazła porady dla mniej doświadczonych. I zdjęcia gotowych prac.

– Już samym oglądaniem można się czegoś nauczyć. Pamiętam swoją pierwsza pracę i mam ją do dzisiaj. Jest to słoik pomalowany na biało z naklejonymi choinkami. Dziwiłam się, że w ogóle nie przypomina tych prac, które oglądałam… Robiłam go w grudniu, przed świętami, w 2015 roku. Na początku tworzyłam używając najprostszych składników, potem kupowałam coraz bardziej specjalistyczne. Ćwiczyłam na wszystkim, co znalazłam w domu: słoikach, butelkach, pudełkach kartonowych. Doskonaliłam swój warsztat, a później zaczęłam kupować drewniane skrzyneczki, szkatułki, pudełka, świeczniki, a nawet świeczki – opowiada pani Magdalena.

Kiedy przedmioty są już pięknie ozdobione służą jako prezent dla rodziny, znajomych.
– Najchętniej ozdabiam drewniane szkatułki różnego rodzaju, ale też butelki, ozdoby ze sklejki. Myślę, że takie prezenty, ręcznie malowane, najbardziej cieszą – mówi artystka. – Tą metodą można też ozdabiać meble. U moich rodziców na wsi, przemalowywałam stare meble i ozdabiałam je motywem wiejskim, takim, jaki im się podobał. Wyszło ładnie, ale najważniejsze, że podobało się rodzicom, są zadowoleni. Trochę to trwało, ale robiłam to w czasie wakacji, sprawiało mi to ogromną frajdę – dodaje.
Teraz, gdy znajomi już wiedzą, przynoszą jej różne ładne słoiczki czy butelki. Lubi też poszperać u rodziców w stodole. Zawsze coś ciekawego znajdzie: stare skrzynki, kosze. Odrestaurowuje je i ozdabia. Przemalowywała też skrzynki na owoce. Jej marzeniem jest warsztat, chociaż malutki, byle mieć swój własny kącik.

– Koleżanki namówiły mnie na założenie galerii moich prac na portalu społecznościowym. Tam pokazuję to, co zrobiłam. Chętnie też przygotowywałam przedmioty na aukcje charytatywne: „Światełko dla Hani” i na aukcję dla Patryka. Wiem, że było zainteresowanie moimi wyrobami – opowiada pasjonatka. – Codziennie coś tam dłubię. A prasowanie się piętrzy… A ja udaję, że nie widzę! Nieraz się zastanawiam: „Co robiłam wcześniej? Chyba się nudziłam!” – dodaje ze śmiechem.

Teraz dużo czasu poświęca swojej pasji: szuka w Internecie inspiracji, potem pracuje przy swoich dziełach. Cieszy ją, że rodzinie, przyjaciołom i znajomym się podobają. Jest to jej sposób na spędzanie wolnego czasu, wielka pasja, satysfakcja. Tym bardziej, że są to przedmioty bardzo praktyczne. Można je wręczyć z okazji ślubu, urodzenia dziecka, komunii, urodzin czy imienin.

– Drugą moją pasją są góry. Wędrujemy całą rodziną, zdobywamy szczyty małe i duże, od wiosny do jesieni. W nogach mamy najbliższe nam Góry Sowie, Stołowe, Kamienne, Wzgórza Włodzickie, ale też trochę Tatr oraz Bieszczady, które skradły moje serce. Lubimy też jeździć na rowerach. Synowie należą do klubu UKS Centrum Nowa Ruda, a ja chętnie jeżdżę z nimi rekreacyjnie. Jak tylko jest ciepło, wyjeżdżamy chociaż na krótką trasę – kończy moja rozmów­czyni.
Elżbieta Mróz

dav
dav
dav
dav
bty

Str. 11 w numerze 331 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.




Numer 331
25-31 maja 2018 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz