Kwiecień plecień bo przeplata…

…trochę zimy trochę lata. W tym roku pogodowe przysłowie spełniło się co do joty. Tak jak różna była pogoda, tak różnie działo się na naszym Noworudzkim UTW

Bardzo chcieliśmy otworzyć już sezon turystyczny, ale nadal w realu pozostawały tylko kilkuosobowe spacery po najbliższej okolicy i to udało się tylko w kilka bezopadowych dni. Więc otworzyliśmy go wirtualnie, udając się na takie właśnie zwiedzanie Wrocławia z przewodnikiem miejskim p. Wojciechem (Wydział Promocji UM we Wrocławiu), śladami wrocławskich murali. Murale, duże malowidła naścienne powstały ok. 20 lat temu w wielu miastach i stały się swoistego rodzaju sztuką (street-art) zajmując duże, odsłonięte powierzchnie, często zakrywając szarość, zapomnienie i zaniedbanie. Wrocław ma ich ponad 60, a najwięcej w XIX-wiecznej dzielnicy Nadodrze. Wrocław szczyci się również muralem wewnętrznym (w dobudowanej części kamienicy obok mostu Tumskiego), tematyką nawiązującym do wrocławskich legend.

Na dworze powiewało śniegiem, a na naszych komputerowych ekranach powiało historią. Zamek Książ, trzeci co do wielkości zamek w Polsce (po Malborku i Królewskim na Wawelu), od XVI wieku własność Hochbergów (wtedy jeszcze nosili nazwisko Hoberg), dzięki Magdalenie Woch udostępnił nam (zamek) sekrety ze swojej szuflady, opowiadające o dawnych pracownikach zamku. Jedną z ważniejszych postaci w książańskiej siedzibie był Karl Johannes Endemann, zamkowy nauczyciel i bibliotekarz z przełomu XIX i XX wieku, który zarządzał jedną z największych prywatnych bibliotek ówczesnych czasów, znany też jako autor jednej z najważniejszych publikacji o historii Książa pt. „Źródła śląskiej historii”. Rezydencja kwitła i była rozbudowywana dzięki pracy wielu ludzi. Zatrudniano ponad 300 służących, ogrodników było aż 200 (dzisiaj 4), 25 kamerdynerów potrzebował książę, do tego 21 pokojówek i 3 damy dworu księżnej, 40 kucharzy, stangreci, muszkieterzy… Życie pracowników zamkowych toczyło się m.in. na czwartym i piątym piętrze. Tam też znajdowała się sterylna, wyłożona białymi kafelkami kuchnia zamkowa, zwana kuchnią Hochbergów. W latach 1909-1925 szefem tej kuchni był Louis Hardouin, fenomen wykwintnej kuchni, a poza tym wyjątkowy fotograf. Na zdjęciach utrwalał zamek Książ i jego okolice, książęcą rodzinę, krewnych i znamienitych gości, ale głównym tematem jego zdjęć byli ludzie zatrudnieni w zamku. Kolekcja fotografii Zamku Książ Louisa Hadouina będzie udostępniona do zwiedzania.

Tymczasem w deszczowo-śniegowy czwartek przenieśliśmy się na koncertowe sceny Europy, wsłuchując się w piękne wykonania znanych arii w operowo-operetkowym koktajlu wokalnym. W świat muzyki zabrał nas oczywiście Leszek Grudziński. Lehar, Verdi, Puccini, Kalman, Bizet ale też Nini Rosso i Willy Brezza i ich „Cisza” (na trąbce) oraz nietuzinkowe wykonanie „Marsza Tryumfalnego” („Aida”) na zakończenie Igrzysk Olimpijskich w Seulu.
W sobotnie przedpołudnie zastanawialiśmy się wraz z prof. Bożeną Józefów-Czerwińską „Skąd wzięły się zabobony?”. Zabobony, czyli przesądy towarzyszą nam w życiu codziennym, a wynikają z dawnych wierzeń, kultury, tradycji. Któż bowiem nie trzyma kciuków „żeby się udało”, nie twierdzi że będzie miał pecha, jeśli czarny kot przejdzie mu drogę, a gdy stłucze się lustro, to siedem lat nieszczęścia zapewnione. Znalezienie czterolistnej koniczyny wróży szczęście, tak samo jak powieszenie podkowy nad drzwiami, nie wspominając już bocianie i jego gnieździe na kominie. Takich wierzeń jest całkiem sporo, nieco różniących się w zależności od regionu, a nawet domu.

W zamgloną i ponurą niedzielę dobrze było posłuchać Antonio Vivaldiego. On-linowy koncert „Capella Cracoviensis” z Teatru Krakowskiego im. Juliusza Słowackiego obejmował dwie symfonie „Al Santo Sepolcro” (RV 130 i 69), koncerty na instrumenty – fagot, skrzypce i wiolonczelę oraz mieszane. Słuchało się cudnie, zwłaszcza z pobrzmiewającym w tle klawesynem. Szkoda, że nie było „Wiosny”, chociaż to kompozycja o zupełnie innym charakterze niż grany akurat repertuar.
Mimo, że NUTW działa w zasadzie on-linowo, to jednak zebrało się trochę spraw do omówienia „na żywo”, toteż w przedostatni poniedziałek miesiąca odbyło się krótkie zebranie zarządu (w bardzo podstawowym składzie). Na wycieczkę po wrocławskim Parku Południowym zabrała nas p. Krystyna (przewodnik, Visit Wrocław), a wrażeniami za swojego „szwendaczkowania” podzieliła się Ania, udowadniając, że Praskie Jezulatko ma swoje miejsce również w Polsce, a w Kotlinie Kłodzkiej możemy Je spotkać w Jaszkowej Dolnej, Lewinie Kłodzkim i Pstrążnej.

W międzyczasie odwiedziła nas delegacja z Kariny Wygasłych Wulkanów. Byli to przedstawiciele gminy Mściwojów z jej wójtem Mariuszem Forysiem na czele. Mieszkańcy gminy chcieliby mieć swój Uniwersytet Trzeciego Wieku, a przybyła delegacja chciała się zapoznać z zasadami funkcjonowania takiego uniwersytetu i w przyszłości nawiązać współpracę.

W ostatni weekend powiało nie tyle ciepłem, co jednak wiosną, więc wykład wałbrzyskiego przyrodnika i fotografa Krzysztofa Żarkowskiego „Wiosna wokół nas” był bardzo na czasie. Pan Krzysztof szczególnie upodobał sobie ptaki, ale o wiosennych roślinkach też potrafi ciekawie opowiadać. W jego obiektywie najważniejsze są zawsze ptaki, a szczególnym sentymentem obdarza bociany.

Przez cały miesiąc trwały oczywiście szkolenia komputerowe i smartfonowe, a także prozdrowotne – co zapewniał jak zwykle projekt „Erasmus+”.
Ostatnie dni kwietnia to już prawie gorączkowe przygotowania do Marszu Nordic Walking Studentów UTW 2021 dla Uniwersytetów zrzeszonych w Federacji UTW z siedzibą we Wrocławiu, którego zostaliśmy głównym organizatorem.
Anna Szczepan, Noworudzki UTW
fot. K. Popiel, H. Pressel, A. Szczepan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *