To nie pasja, to styl życia

Dopiero się zaczął, a już się kończy, zastanawiacie się co? – Sezon rowerowy! Ale nie dla wszystkich, bo są „Rowerowi wariaci”, co jeżdżą cały rok, a wcale nie są zawodowcami, tylko żyją tym, co robią. Tym razem już na stałe, w nowym, niezależnym teamie „Kotlina MTB Bike Team”, ruszamy z Arielem Kalickim znów w przepiękne Góry Sowie.

Te góry mają magiczną aurę, która mnie przyciąga. Docelowo jedziemy na Kalenicę, na której znajduje się wieża widokowa z 1933 roku. Kalenica, to trzeci co do wielkości szczyt w Górach Sowich (964 m n.p.m.).Trasa, którą pokonamy ma 40 kilometrów. Wyjeżdżamy z Nowej Rudy w deszczowy, sobotni poranek o godz. 6.00. Jedziemy spokojnie do Jugowa do „Bukowej Chaty”, gdzie docieramy po niecałej godzinie. To dobre miejsce, by w deszczowy poranek ogrzać się i napić gorącej herbaty. Później ruszamy w stronę położonego ciut wyżej schroniska „Zygmuntówka” i stoku narciarskiego. Podjazd, raptem kilkaset metrów, daje ostro popalić. Jesteśmy przy schronisku, ruszamy dalej czerwonym szlakiem, który doprowadzi nas do szczytu Kalenicy.
Przed nami jeszcze kilka kilometrów podjazdu. Wyjeżdżamy na szutrową drogę i po około 300 metrach skręcamy w lewo w bardzo stromą i kamienistą drogę, prowadzącą na szczyt Rymarza. Tam zaczynają się piękne widoki z panoramą Gór Sowich od strony Wielkiej Sowy. Na szczycie kilka minut przerwy i jedziemy dalej leśną, kamienistą i pełną wystających korzeni, drogą. W końcu docieramy do ogromnych głazów, które wyglądają jakby jakiś olbrzym je tam cisnął (to pozostałość po przetaczającym się lodowcu). Wiemy, jesteśmy już blisko. Ostatnie kilkadziesiąt metrów i jest… dumnie wznosząca się ponad szczyty drzew, wieża widokowa na szczycie Kalenicy.

Wieża ma 20 metrów wysokości i dwie kondygnacje. Bardzo swoją konstrukcją przypomina wieżę wiertniczą. Wchodzimy na jej platformę. Pogoda się bardzo poprawiła – świeci słońce. Ze szczytu Kalenicy widać Jugów, Drogosław, Słupiec, Bielawę z zalewem, Wielką Sowę. Podobno w bardzo pogodny dzień widać również Świdnicę, a nawet wrocławski „Sky Tower”. Na dole pod wieżą jest miejsce, gdzie można zrobić ognisko i wiata, by schować się przed deszczem.
Czas na powrót. Nie wracamy tą samą drogą – zjeżdżamy w dół stromym traktem w ­kierunku Przełęczy Woliborskiej. Po około kilometrze docieramy do szutrowej drogi i tam skręcamy w prawo, kierując się w stronę stoku Rymarza. Po 3 kilometrach docieramy do zjazdu na „Brukową Chatę”. Tam chwila relaksu przy małym piwie bezalkoholowym i wracamy przez Jugów do Nowej Rudy, znaną nam już drogą.
Artur Latuszek

Numer 295 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.



Numer 295
1-7 września 2017 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz