Zamek Grodno w blasku pochodni

W piątek 16 marca wróciła do nas zima, a turystyczna grupa Noworudzkiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku „AniKije” miała właśnie zaplanowane zwiedzanie Zamku Grodno – i to nocą

Zagorzałych turystów nie odstraszył ani padający śnieg, ani lekki mróz i cała, trzydziestoosobowa grupa stawiła się punktualnie na spotkanie z przewodnikiem – zaskoczonym, że nie zrezygnowaliśmy i że jest nas tak dużo.
Pochodnie zostały rozdane i w ich świetle pomaszerowaliśmy w górę, na zamek. Padający śnieg i blask płonących pochodni, tworzyły bajkową atmosferę. Przewodnik Andrzej, już w stosownych do wieku zamku szatach, pokrótce opowiedział jego historię. A więc historia zamku, postawionego na szczycie góry Choina (obecnie rezerwat przyrody), pierwotnie jako warownia zabezpieczająca szlak handlowy, sięga początków wieku XIV, a może i jeszcze wcześniej – jak podają niektóre legendy. Zamek przechodził różne koleje losu, miał wielu właścicieli – w tym również rycerzy rozbójników, mniej lub bardziej o niego dbających. Ulegał przebudowie i rozbudowie. Najciekawsze detale architektoniczne – piaskowcowe portale w zamku górnym oraz portal budynku przedbramia, zaliczany do najpiękniejszych na Dolnym Śląsku – pochodzą z wieku XVI. Z tego samego okresu pochodzą także późnorenesansowe dekoracje sgraffitowe, przedstawiające lwy i ornamenty wykonane przy oknach, portalu i na elewacji budynku bramnego.
Jak każdy zamek, tak i ten otacza mnóstwo legend i tajemnic. Po nim krąży oczywiście Biała Dama, można popatrzeć na szkielet kasztelanki Małgorzaty, skazanej na śmierć głodową, a przyglądając się studni na dziedzińcu, wspomnieć tureckiego jeńca, który ponoć wykuł ją w litej skale prymitywnymi narzędziami, zasługując sobie w ten sposób na wolność.
Zachowanie zamku do naszych czasów zawdzięczamy rodzinie Zedlitzów, będących jego właścicielami od połowy XIX wieku, aż do zakończenia II wojny światowej. To oni przeprowadzili wiele prac remontowych i zaadaptowali go do celów turystycznych już na początku wieku XX. Zamek Grodno znalazł się też na tzw. liście Grundmanna, o czym szeroko opowiadał Bogusław Wołoszański, realizując tu jeden ze swoich programów „Sensacje XX wieku”.
Na zamku zwiedziliśmy wszystkie dostępne pomieszczenia, stwierdzając jednogłośnie, że w nocy wszystko nabiera innej wymowy, jest bardziej tajemnicze i o wiele mocniej działa na wyobraźnię – zwłaszcza katownia…
Mimo nocy, sypiącego śniegu i mocno wiejącego wiatru, spora część uczestników wycieczki wdrapała się po 100 schodach na wieżę. Poprzez gęsto padające płatki śniegu, tu i ówdzie migotały światła okolicznych zabudowań, tworząc iście zaczarowany świat.
Po takich atrakcjach wszyscy razem z przewodnikiem zasiedli przy (przygotowanym) ognisku, aby upiec kiełbaski i podratować nimi nadwątlone nocną eskapadą siły. Do „uśmiechniętego autobusu” wracaliśmy również z pochodniami, białą od śniegu drogą, dzieląc się właśnie przeżytymi wrażeniami.
Anna Szczepan, Noworudzki UTW

Str. 15 w numerze 323 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.




Numer 323
23-29 marca 2018 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz