Z perspektywy „górala”

Kontynuujemy cykl ciekawych tras rowerowych w naszej okolicy. W tym tygodniu Artur Latuszek, prezentuje trasę, z której podziwiać można piękną panoramę naszego miasta i jego okolic.
Bike Maraton w Bielawie już za nami. Ci co byli, poczuli moc tej imprezy rowerowej. Było ciężko i upał dał dosłownie popalić, ale aby do przodu i do następnego startu.
Wielu ludzi jeździ na rowerze, by podziwiać widoki – i wcale nie ma co się im dziwić, bo przecież mieszkamy w bardzo pięknym miejscu. W Nowej Rudzie jest jedno miejsce, które przez wiele lat zmieniało krajobraz naszego miasta i wpisało się nieodzownie w jego część. Pewnie nie zgadniecie co to za miejsce. Większość z was widzi go codziennie, a raczej ją. Owo tajemnicze miejsce, to noworudzka hałda – tak, hałda. Często, kiedy wychodziłem na balkon swojego mieszkania, zastanawiałem się, czy da się tam wjechać rowerem. Więc pewnego dnia wsiadłem na rower i „heja na hałdę”.
Wyjeżdżam spod domu w kierunku Słupca, dojeżdżam do ronda i wjeżdżam na obwodnicę w kierunku Drogosławia. Lekki podjazd drogą asfaltową do skrzyżowania na Wolibórz, ale nie skręcam, jadę prosto jakieś 300 metrów, następnie skręcam w niewielką ścieżkę po lewej stronie. Wjeżdżając na ścieżkę, prowadzącą między drzewami, robi się ciekawie. Pnę się leniwie w górę dość szeroką drogą. Podjazd dość stromy, ale da się wjechać nie zsiadając z roweru. Po około 10 minutach jestem na szczycie. Nie było tak strasznie, jak by się wydawało. Na szczycie jest sporo płaskiego miejsca, więc śmiało można by tam wjechać autem (ale z innej strony). Dojeżdżam do krawędzi nasypu, skąd podziwiać można przepiękne widoki i krajobrazy – panoramy Nowej Rudy, Słupca i Drogosławia. Widok zapierał dech w piersiach. Szczególnie pięknie jest o poranku, więc na hałdę warto wybrać się wcześnie rano, tuż po wschodzie słońca. Zupełna cisza, w oddali wschodzące słońce, oświetlające nasze miasto wybudzające się leniwie ze snu. Tak byłem zafascynowany tymi widokami, że nie zauważyłem kiedy minęło aż półtorej godziny, odkąd wjechałem na szczyt.

Przyszedł czas jechać dalej. Zjeżdżam drogą, ale nie wracam na obwodnicę, tylko kieruję się niżej, w kierunku starej kopalni i stacji PKP Nowa Ruda Przedmieście. Dojeżdżam czarnym szlakiem do ruin kopalni, a raczej do tego co z niej zostało. Nikt by nie pomyślał, że kiedyś była tu wielka, prężnie działająca kopalnia węgla kamiennego – obecnie dostrzec możemy kilka fundamentów i nieczynny szyb jednej ze sztolni. Zjeżdżam niżej na stację PKP i zastaję na niej dość smutny widok – po stacji (gdzie był budynek zawiadowcy, kasa biletowa i poczekalnia) został tylko samotny szyld przy peronie: NOWA RUDA PRZEDMIEŚCIE. Po chwili słyszę stukot i zza zakrętu wyłania się szynobus, którym można podróżować na trasie Wałbrzych – Kłodzko. Szynobus zwalnia, zatrzymuje się, otwierają się drzwi wagonu i konduktor wychyla głowę. Widzi, że nikogo nie ma z podróżnych, więc gwiżdże i odjeżdża.

Zjeżdżam ze stacji w kierunku „szkoły górniczej”, dojeżdżam do ul. Stara Droga i udaję się nią do Ludwikowic Kłodzkich. Tam skręcam na ul. Fabryczną i jadę w kierunku Jugowa. Po drodze mijam obiekty z drugiej wojny światowej, m.in. tzw. „Muchołapkę”. Jadę dalej około 2 km. W Jugowie skręcam w ul. Pniaki, jadąc urokliwą drogą do Przygórza, a stamtąd krętą drogą, przez Wolibórz i dojeżdżam do obwodnicy, z której rozpoczęła się moja wyprawa.
Cała trasa liczy około 30 km. A czas? Hmmm, dobre pytanie… Tym razem czas nie miał dla mnie znaczenia, bo widoki rekompensowały wszystko. Jestem pewien, że wam ta trasa, też zajmie sporo czasu – na podziwianie okolicy.

Już w najbliższą niedzielę 30 lipca zapraszam do Zieleńca na świetną imprezę rowerową dla każdego – Maraton MTB imienia Artura Filipiaka „FISHA”, organizowany przez Klub Kolarski Ziemi Kłodzkiej. Na pewno tam będę – a wy?
Jak zwykle pozdrawiam i zapraszam do kontaktu na Facebooku.
Artur Latuszek

Numer 290 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.



Numer 290
28 lipca – 3 sierpnia 2017 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz