Są rzeczy ważne, bardzo ważne i najważniejsze

O pracach i inwestycjach prowadzonych przez Zakład Wodociągów i Kanalizacji, rozmawiamy z prezesem spółki Ryszardem Rzeczyckim

– Panie Prezesie, mieszkańców miasta zaskoczyły dość duże podwyżki za wodę i ścieki. Co wpływa na tak wysoką cenę wody?
– Czy 4% to jest dużo, czy mało? Stopa inflacji wynosi 2,5%, wprowadzają nam też dodatkowe koszty związane z opłatami stałymi, dotyczącymi poboru wody z ujęć – co jest od nas niezależne, energia elektryczna i materiały wodociągowe drastycznie drożeją. Nie ukrywam też, że pensje pracowników w spółce przez wiele lat były bardzo niskie i próbujemy to w jakiś sposób odrobić.

– Ma na to wpływ rynek pracy z rekordowo niskim bezrobociem, gdzie mało kto chce teraz pracować za najniższą pensję?
– Zgadzam się, ale niezależnie od tego, moi pracownicy na podstawie ustaleń udziałowców sprzed kilku lat, mieli zamrożony fundusz płac na pewnym poziomie. Od 3 lat trochę się to zmieniło, staramy się podnosić fundusz płac powyżej współczynnika inflacji. Pamiętajmy jednak, że tego co zostało zaniedbane kiedyś, nie da się odrobić szybko. W spółce przeciętne wynagrodzenie, bez godzin nadliczbowych, na stanowiskach robotniczych wynosi 2250 zł netto. Uważam, że nie jest to wygórowana stawka. Pracownicy skarżą się na to, tym bardziej, że wszędzie dookoła płacą znacznie więcej. Jest dość duża płynność wśród pracowników, bo ci przychodzą i odchodzą – ostatnio odszedł pracownik do pracy w Czechach, bo tam zarobi dwa razy więcej. Dodam też, że po raz pierwszy cena za wodę miała być zatwierdzana nie przez radę miejską, tylko przez organ zewnętrzny, jakim jest spółka Wody Polskie i zaproponowałem niskie podwyżki za wodę – może nawet za niskie. Nie wiem jaki będzie tego efekt. Proszę zrozumieć, że musimy utrzymać płynność finansową.

– Kuriozum dla mnie jest zatwierdzenie cen wody i ścieków na następne lata…
– Tak nakazał ustawodawca. Nakazał nam złożyć propozycję ceny wody na 3 lata. Moim zdaniem to jest całkowicie nierozsądne i nielogiczne. Przecież są inwestycje, są przetargi – nie wiemy za jakie pieniądze te przetargi pójdą, są teraz duże inwestycje, które później wejdą w koszty, będzie amortyzacja, do tego utrzymanie tych obiektów, nie zapominajmy też o podatkach. Około 2,5 mln zł płacimy podatku dla miast i gmin naszych udziałowców. Do niedawna w naszych dwóch noworudzkich gminach i w Kłodzku go nie było, a od ubiegłego roku ten podatek płacimy – to są m.in. te koszy, o których wspominałem, na które nie mamy wpływu.

– Ma Pan w spółce kłopoty kadrowe, szuka Pan pracowników?
– Wydawało mi się, że w jakiś sposób ogarnęliśmy sprawy kadrowe, przyjęliśmy kilku młodych pracowników. Mam świadomość tego, że zarobki u nas nie są wygórowane, ale praca u nas ma też inne zalety, może nie są wysokie, ale każdy wie, że 10 każdego miesiąca ma pieniądze na koncie, że są to zarobki stabilne. Jeżeli mamy tylko jakieś nadwyżki finansowe, bo wykonaliśmy więcej płatnych robót, bądź są jakieś oszczędności – otrzymują nagrody finansowe. Na dzień dzisiejszy radzimy sobie, aczkolwiek nie ukrywam, że jeszcze dwóch młodych, chętnych, którzy chcieliby się zatrudnić, prawdopodobnie bym przyjął, ale takich którzy mieliby ambicję popracować tutaj dłużej i takich, których mógłbym przystosować do pracy na koparkach bądź innym sprzęcie.

– Problemem wielu firm jest brak kierowców samochodów ciężarowych. Czy u Was też to występuje?
– Na razie sobie radzimy, ale jest jeden pracownik już na emeryturze, ale jeszcze u nas pracuje. Jak długo? – jeszcze nie wiem. Tak długo jak będzie chciał pracować, to chętnie podpiszę z nim umowę.

– Panie Prezesie, wiele gmin w Polsce jeszcze nie tak dawno narzekało na brak wody związany z niskimi opadami deszczu. Czy w takich sytuacjach noworudzianom grożą braki wody?
– Pracuję w wodociągach blisko 30 lat i pamiętam takie czasy, kiedy na przykład Jugów miał dwa razy w tygodniu wodę, podobnie bywało w Świerkach, często dowożono wodę tylko beczkowozami. Jak można zauważyć, od 10 lat udało nam się ten problem rozwiązać. Miała na to wpływ wymiana wyeksploatowanej sieci wodociągowej i rozbudowa ujęć wodociągowych. Mamy odwiert w Czerwieńczycach, które skutecznie nas zasilają, dzięki środkom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska w Dzikowcu-Polesie, będziemy mieli kolejny odwiert głębinowy. Odwiert głębinowy ma to do siebie, że ilość pobieranej wody jest stabilna – w przeciwieństwie do ujęć drenażowych, które są strasznie chimeryczne. Jeszcze teraz jest 50% tego, co jest normalnie, wtedy gdy ujęcie pracuje pełną wydajnością, np. ujęcie w Woliborzu normalnie daje 1300 m3 wody na dobę, teraz daje 600m3 na dobę, w Jugowie jest jeszcze większy spadek ujęcia, w Sokolcu jest bardziej stabilne, ale też ok. 50% spadku ujęcia. W zeszłym roku bywało tak, że było tylko 25% wydajności. Na szczęście będziemy mieli teraz drugie ujęcie głębinowe z możliwością dowiercenia jeszcze jednej studni głębinowej. Czy susza, czy deszcz – z tych ujęć czerpiemy tyle samo wody.

– Z tego co pan mówi, wynika, że cały czas szukacie nowych ujęć wody?
– Oczywiście staramy się to rozbudowywać, a niezależnie od tego mamy jeszcze w zapasie Kamieniec Ząbkowicki. Potencjał mamy, mamy ogromne wodociągi, oczywiście wielokrotnie przewymiarowane. Mamy duże zbiorniki wody retencyjnej, bo przecież z tego systemu w wodę miało być zaopatrywane całe Pogórze Sudeckie, jest też przygotowany zakład uzdatniania, który może produkować dużą ilość wody. Nie korzystamy z tego w pełni, ponieważ jest to bardzo droga woda – trzeba ją trzy razy pompować i podnosić 250 metrów.

– Jakie duże inwestycje prowadzi ZWiK?
– Na spółkę nałożono wieloletni plan, który staramy się realizować. Plan ten powiązany jest głównie z inwestycjami w poszczególnych gminach. Jeżeli mówimy o Nowej Rudzie, to cała ul. Świdnicka na kilku kilometrach jest przebudowywana i aby pod nowymi ulicami i chodnikami nie zostawić starej sieci, spółka – współpracując z wykonawcą drogi – musiała w krótkim czasie wymienić całą infrastrukturę, jednocześnie budując kanalizację i przykanaliki. To jest szalenie kosztowne i pracochłonne, było to jedno z większych wyzwań w tym roku. W 98% sfinalizowana jest już ul. Fabryczna, gdzie była modernizowana sieć wodociągowa i budowana sieć kanalizacyjna. Prowadziliśmy też duże prace na ul. Teatralnej. Niezależnie od tego prowadzimy też masę drobnych prac. Będzie wymiana nawierzchni na ul. Kwiatkowskiego w Słupcu, gdzie sieć rozdzielcza jest relatywnie nowa, bo z lat 80, ale przyłącza wodociągowe trzeba było wymienić. Podobnie dzieje się w przypadku gminy Nowa Ruda, na przykład na ul. Kościuszki w Ludwikowicach Kłodzkich, czy prace w Bożkowie, gdzie kładziemy kilkaset metrów sieci wodociągowej do szkoły. Staramy się nadążać za tym, co wymyślą nasi włodarze. Przeskakujemy z jednej pracy na drugą, często poganiani przez wykonawców robót. Chciałbym też przeprosić mieszkańców Nowej Rudy za utrudnienia związane z naszymi pracami, ale pewnych rzeczy nie da się uniknąć.

– W oczyszczalni ścieków w Ścinawce też prowadzone są jakieś inwestycje?
– Przypomnę, że w ramach pomocy unijnej z budżetu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska prowadzimy tam inwestycje za ponad 30 mln zł, w tym kilkanaście kosztuje budowa kompostowni na terenie oczyszczalni ścieków. Już w tej chwili nie mamy co robić z osadami. Na nasze wysypisko nie możemy już ich wywozić – przewozimy osady aż do Międzylesia, co jest kosztowne. Realny termin zakończenia budowy kompostowni, to końcówka 2019 r.

– Panie Prezesie, od kilku tygodni z podziemnego hydrantu przy ul. Nowej ciekła woda…
– Zostało to już naprawione.

– Czy musiało to trwać aż tak długo?
– Owszem, wyciek był, ale dla nas jest to wyciek nieznaczący. Wiem, że to bulwersuje mieszkańców, tylko proszę mi powiedzieć, czy mam zejść z robotami z ul. Kwiatkowskiego, jak zaraz będzie kładziony asfalt, albo mam zejść z ul. Świdnickiej, gdzie „siedzi na mnie” Eurovia i mówi mi, że jak teraz tego nie zrobimy, to oni kładą asfalt? Przed takimi właśnie dylematami często stoję, czy mam zejść z robót, bo ktoś zadzwoni, że jest wyciek wody… Staram się wycieków unikać, bo to strata wody, która tak ogólnie mówiąc, nie obciąża mieszkańców. Oczywiście za telefony jesteśmy wdzięczni, jeżeli ktoś zauważy wyciek. Tylko proszę pamiętać, że są sprawy ważne, bardzo ważne i najważniejsze. Teraz najważniejsze dla nas jest to, żeby nie został nawet ­kawałek starej rury pod nowym asfaltem.

– Jeden z mieszkańców ul. Nowej był na tyle uparty, że przy pomocy słoika i stopera wyliczył, że przez miesiąc wyciekło ok. 90720 litrów wody i kosztowało to prawie tysiąc złotych.
– Proszę wziąć pod uwagę, że cena którą płacą mieszkańcy za wodę, to nie jest cena tylko i wyłącznie za wodę. Za wodę do Wód Polskich płacę 6 groszy i opłatę stałą. Płacimy wszyscy za dostawę wody. Za to, że wymieniamy rury, że to wszystko obsługujemy, to wpływa na koszt wody. To, że ta woda tam wyciekała – rzecz jasna nie powinno tak być – dla mnie to jest naturalne, ale przeliczanie w ten sposób tego wycieku jest niezasadne. Mam taki wyciek w górnej części miasta, którego nie możemy zlokalizować już przynajmniej od dwóch miesięcy. Chodzimy szukamy, ściągnęliśmy firmę specjalistyczną, która ma mnóstwo wykrywaczy, my też mamy swoje lokalizatory wycieków i nie udaje nam się tego zlokalizować. Prawda jest też taka, że jak proszę pracowników, żeby pojechali naprawić taki wyciek, to usłyszę od nich, „już panie prezesie jedziemy”, tylko wtedy muszę zostawić np. roboty w Bożkowie. Wycieki są i będą. Prawdopodobnie można doprowadzić do 99% szczelności, tylko jakim kosztem?

– Kwestią sporną nie była sama awaria, tylko czas jaki upłynął od zgłoszenia do naprawy.
– Szczerze powiem, to się nie powinno wydarzyć, szczególnie jeżeli to jest wyciek widoczny, łatwy do zidentyfikowania i usunięcia. Będę starał się reagować szybciej i proszę też mieszkańców – jeżeli widzą jakikolwiek wyciek, nawet najmniejszy – o jego zgłoszenie.

– Dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję.

Str. 4-5 w numerze 339 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.




Numer 339
20-26 lipca 2018 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz