Maleńka Miłość

Miłość może mieć 58 cm, łysą główkę i ważyć 3,800 kg; może płakać z byle powodu i nie przesypiać nocy, gdy wyrzynają się ząbki albo boli brzuszek. Może się uśmiechać piękniej od gwiazdy filmowej i najrozkoszniej na świecie wypowiadać nieporadnie słowo mama. Pojawia się w różnych sytuacjach życiowych – zarówno gdy się na nią czeka z utęsknieniem, ale także wtedy, gdy nikt nie cieszy się na jej piękne, maleńkie stópki…

Miłość w postaci maleńkiego dziecka jest rewolucją w życiu. Zmienia zupełnie wszystko. I nie można powiedzieć, tak jak piszą w kolorowych czasopismach, że maleńki człowiek to sama radość, rozkosz i duma. To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, ale też totalne zmęczenie, czasami bezradność, niepokój. Rzadko kiedy mówi się młodym rodzicom, że będą czuli się zagubieni i czasami przerażeni tą nową dla siebie rolą; że czasami zabraknie, zwłaszcza kobiecie, sił nawet na codzienną higienę… A może właśnie trzeba przygotować się na taki scenariusz, żeby potem nie czuć rozczarowania?

Pierwsze miesiące życia Małej Miłości to obowiązek. To stałe godziny karmienia nawet nocnego, częste przewijanie, kołysanie, uspokajanie. To także maniakalne sprawdzanie z niepokojem oddechu, kontrolowanie snu, czytanie setki poradników i wysłuchiwanie porad bardziej doświadczonych koleżanek. Lęk i pytanie, czy dam sobie radę; czy wychowam na dobrego człowieka, czy nie popełnię jakiegoś kardynalnego błędu wychowawczego. Młoda mama (bo to przecież ona najczęściej opiekuje się noworodkiem) musi zapomnieć, o ile to możliwe, o własnej niedyspozycyjności organizmu, a skupić się na tym małym ciałku, które jest całkowicie zależne od jej troski i zainteresowania.

Czasami małe dziecko nie sprawia większych kłopotów. Śpi, je, rzadko kwili; ale niekiedy maluszek jakby nie potrafił przystosować się do tego nowego świata, w którym przyszło mu żyć i płacze, płacze, płacze… Niby nic mu nie dolega, a jednak wciąż buzię wykrzywia w podkówkę. Jedynym ukojeniem są dla niego opiekuńcze ramiona mamy, a przecież ona też potrzebuje odpoczynku i odprężenia.

Bywa ciężko. Bywa trudno. Ale czy się żałuje tych chwil spędzonych nawet na nocnym czuwaniu? Nieprzespanych nocy? Niepokoju? Uśmiech dziecka wynagradza wszystko. Absolutnie wszystko. A potem, gdy taki mały ktoś przytula się do nas swoim ciałkiem, to nie pamięta się, że z tego naszego Franusia to taki straszny płaczek był… Zostaje czysta miłość. A dzieci, wbrew pozorom, naprawdę szybko rosną.

Św. Jan Paweł II, w swojej homilii podczas Mszy św. na lotnisku w Masłowie 3 czerwca 1991 roku, tak mówił o darze rodzicielstwa: „«Czcij ojca swego i matkę» – powiada czwarte przykazanie Boże. Ale żeby dzieci mogły czcić swoich rodziców, muszą być uważane i przyjmowane jako dar Boga. Tak, każde dziecko jest darem Boga. Dar to trudny niekiedy do przyjęcia, ale zawsze dar bezcenny. Trzeba najpierw zmienić stosunek do dziecka poczętego. Nawet jeśli pojawiło się ono nieoczekiwanie – mówi się tak: «nieoczekiwanie» – nigdy nie jest intruzem ani agresorem. Jest ludzką osobą, zatem ma prawo do tego, aby rodzice nie skąpili mu daru z samych siebie, choćby wymagało to od nich szczególnego poświęcenia. Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się z trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny, a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.”

Dziecko potrzebuje dużo miłości i czułości; musi czuć się kochane i akceptowane mimo wszystko. Gdy płacze – oczekuje, że się je przytuli; gdy jest smutne – chce, żeby być blisko niego. Do każdego dziecka tak naprawdę można dołączyć taką samą instrukcję obsługi – tylko mnie kochaj… I nieważne, ile lat ma ten niedorosły człowiek; czy jest niemowlakiem całkowicie uzależnionym od opiekuna, czy zaczyna składać nieporadnie sylaby w słowa albo wkracza w trudny wiek dojrzewania. Może prościej jest przytulić maluszka, dla którego świat często ogranicza się do mamy i taty niż rozkapryszonego i zbuntowanego nastolatka, ale ten drugi potrzebuje dokładnie tego samego – troski i zainteresowania. Czasami wbrew pozorom, które stwarza.

Małe dziecko jest łatwo kochać. Jego bezradność jest rozczulająca i wzruszająca. Nawet gdy z jakichś przyczyn jego naturalni rodzice nie zajmują się nim, ma duże szanse na znalezienie kogoś, dla kogo stanie się szczęściem i radością. Gorzej, gdy ma naście lat. Domy dziecka są przepełnione nastolatkami, które nigdy nie poznały smaku życia w prawdziwej rodzinie. Często są to młodzi gniewni, mocno doświadczeni przez los i nas, dorosłych. Nie nauczono ich kochać, nie nauczono poczucia własnej wartości; swoją bezczelnością manifestują pozorną dorosłość i niezależność, ale w środku to tylko przestraszone dzieci. Zbyt mało mają miłości na co dzień, zbyt mało zainteresowania się im okazuje. Po prostu są i tyle. Wychowują siebie nawzajem. Brakuje im autorytetu dorosłego, a przede wszystkim świadomości, że jest ktoś, dla kogo są najważniejsze i w razie czego ów ktoś stanie za nimi murem. Są albo chorobliwie nieśmiałe, albo przeciwnie – do granic zuchwałe. Starają się jakoś dopasować do świata, w którym przyszło im żyć, ale mają dużo trudniejszy start od innych dzieci, wychowanych w pełnych, kochających się rodzinach… pamiętajmy nie tylko o naszych dzieciach, ale również o dzieciach głodnych, zaniedbanych, samotnych, bitych i prześladowanych.

WSZYSTKIM DZIECIOM ŻYCZYMY, ABY ICH DZIECIŃSTWO BYŁO JAK NAJLEPSZE I ABY TRWAŁO JAK NAJDŁUŻEJ!
redakcja Noworudzianina

Str. 2 w numerze 430 tygodnika „Noworudzianin” dostępnym tutaj.



Numer 430
29 maja – 4 czerwca 2020 r.



POBIERZ ZA DARMO TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *