Wieża urzeka formą

Na granicy Wałbrzycha i Jedliny-Zdroju znajduje się imponujący trójróg porfirowych stożków wulkanicznych Gór Wałbrzyskich, którego atrakcją jest najwyższe wzniesienie zwane czasami Czarną, zwieńczone wieżą widokową w kształcie klepsydry. Z wieży rozpościera się fantastyczna panorama na aglomerację wałbrzyską, Góry Suche i Wałbrzyskie, a także Pogórze Sudeckie i Góry Sowie. Węzłowym punktem podejścia na szczyt jest siodło między kopułami Suchej, Kozła i Borowej.

Szlaki turystyczne i rowerowe Rybnickiego Grzbietu były celem kolejnej sobotniej eskapady turystycznej Stowarzyszenia Przyjaciół Jugowa. Pochmurna aura pozwoliła nam dość szybko osiągnąć wspomniane siodło z Kamieńska. Wreszcie nie było upału i nasza grupa podzieliła się na dwa zespoły. Sprinterzy podjęli trud zdobycia szczytu czarnym szlakiem, a długodystansowcy trawersem, wytrwale zdobywali wierzchołek ścieżką czerwonego koloru. Obie grupy spotkała nagroda. Chmury się częściowo rozstąpiły i natura zafundowała przepiękny, plastyczny krajobraz Kotliny Wałbrzyskiej. Wieża urzeka formą i funkcjonalnością, lecz jej otoczenie zamienia się w śmietnisko i plac zabaw dla wandali. Następny cel wyprawy elektryzował i dopingował dzieci. Wreszcie tam mieliśmy rozpalić ognisko i skosztować biwakowej kiełbaski – był nim szczyt Jałowca Wielkiego. Po drodze Rybnickim Grzbietem mijaliśmy uczestników ekstremalnego 24-godzinnego rajdu turystycznego tzw. „Żylety”. Turystyczne pozdrowienia wywołały uśmiech na ich twarzach w trudnej walce z dystansem, czasem i słabościami własnego ciała.

Kiedy dotarliśmy na szczyt, Jałowca rozpoczęła się kiełbasowa sjesta, gdzie doznania smakowe asymilowały walory wizualne tego miejsca – niepowtarzalne panoramy Borowej i jej równie majestatycznych sąsiadów. To wspaniałe miejsce widokowe, szczególnie w barwach złotej jesieni. Zbliżające się ciemne chmury ukróciły naszą swawolę i zmusiły do stromego zejścia do stacji kolejowej w Jedlinie-Zdroju. Zarazem rozpoczęliśmy przygodę komunikacyjną z powrotem do Nowej Rudy. Opóźniona komunikacja zastępcza, a do tego pociąg retro „Kilof” na trasie linii kolejowej doprowadziło do takiej sytuacji, że nawet konduktor musiał zapomnieć o rozkładzie jazdy, a co dopiero pasażerowie.

Powroty z wypraw sypią niespodziankami i są okazją do chwilowego bagatelizowania czasu.

tekst i fot. Zbigniew Babiak
www.przyjacielejugowa.pl

Str. 11 w numerze 344 tygodnika „Noworudzianin” dostępny w archiwum.




Numer 344
31 sierpnia – 6 września 2018 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz