Noworudzki UTW – PKS-em do Polanicy

Przyjechał punktualnie. Wygodny, czyściutki, klimatyzowany i na dodatek z bardzo sympatycznym  Panem Kierowcą. Dojechaliśmy komfortowo. W planie były polanickie parki, więc tam właśnie się skierowaliśmy. Założone w pierwszych latach XIX wieku przyciągają swoim urokiem i dzisiaj, nie tylko kuracjuszy. Spacer po parkowych alejkach rozpoczęliśmy od Parku Józefa (dawniej Charlotty). Dama z pieskiem zapraszała na wspólną przechadzkę, ale para siedząca na trawie chyba wolała zostać sama. Z głównej promenady zboczyliśmy do fontanny na zdjęciową sesję (zdjęciowe sesje były tak naprawdę co chwilę, bo tam wszędzie tak ładnie). Mokry kamień zostawiliśmy na inną okazję bo ludzi – mimo powszedniego dnia – było przy nim sporo. Z widokowego mostku popatrzyliśmy na cudnie jeszcze kwitnące różaneczniki aby chwilę potem zanurzyć się w ich ciemnej zieleni i pięknych kwiatach w Parku Różaneczników. Wróciliśmy na górkę, aby tam w ogrodowej altance spróbować pysznej wody ze źródła Wielkiej Pieniawy. A kiedyś, kiedyś była tam fontanna a Georg Haase w tym miejscu odpoczywał i roztaczał swoje wizje uzdrowiska…  Dzień dobry powiedzieliśmy wieszczowi Adamowi i stwierdziliśmy, że ogrodowa aranżacja wodno – metalowo – kwiatowa chyba pozostała niedokończona i zapomniana. A szkoda. Zalesiona leśna dróżka (Park Leśny) doprowadziła nas prosto do niedźwiedzia. Z miśkiem sfotografowali się chyba wszyscy. Chwilę odpoczęliśmy na ławeczkach przyglądając się fontannie i pomnikowi poświęconemu przewodnikom sudeckim i powędrowaliśmy do Parku Szachowego. Fontanny niestety się popsuły, ale nasze humory nie – przecież byliśmy razem a pogoda jak na zamówienie, bez męczącego upału. Był już najwyższy czas na małe co nieco – więc azymut na kawiarnię Zdrojową odnalazł się sam. Były lody, dobra kawa i owocowe desery w słoiczkach. Mniam, mniam! I przede wszystkim bardzo miła obsługa – jakby czekała tylko na nas. Niespodziankę zrobiła nam nasza koleżanka, Krysia, będąca właśnie w sanatorium, dołączając do grupy na lody i pogaduszki. Resztkę czasu przetuptaliśmy po deptakach i „białym placu” gdzie na koniec zaczęła działać fontanna – oczywiście specjalnie dla nas. Spędziliśmy bardzo miły, spokojny, powolny dzień. Mogliśmy się nagadać do woli, co oczywiście uczyniliśmy. Chyba takich lajtowych wyjazdów zrobimy jeszcze kilka.

Anna Szczepan
Noworudzki UTW

JEŻELI PODOBA CIĘ SIĘ NASZA PRACA i to co robimy na blogu noworudzianin.pl i naszych profilach społecznościowych, możesz teraz nas wesprzeć. To pomoże nam rozwijać się, docierać do nowych miejsc i tematów oraz zakupić sprzęt aby jakość nagrań była lepsza. Dziękujemy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.