Wyróżnienie w Dolnośląskim Konkursie Literackim

Paulina Dutkiewicz chodzi do klasy IIIB technikum w zawodzie technik cyfrowych procesów graficznych w Noworudzkiej Szkole Technicznej i chce pracować w reklamie

Jednak największą jej pasją jest pisanie. Najbardziej lubi tworzyć teksty prozatorskie: opowiadania, felietony. Są jednak chwile, kiedy pisze również wiersze.

Paula należy do tych uczniów Noworudzkiej Szkoły Technicznej, którzy nie boją się wyzwań. Nigdy nie rezygnuje i stara się stawiać czoła wszelkim przeciwnościom. Chętnie bierze również udział w konkursach literackich. Jak sama mówi, lubi pisać i robi to dobrze. 17 listopada otrzymała wyróżnienie w konkursie poetyckim organizowanym w ramach Międzynarodowego Festiwalu Poetów „Poeci bez granic”. W konkursie brali udział uczniowie szkół średnich z powiatu kłodzkiego, a laureaci zostali zaproszeni na inaugurację festiwalu do Teatru Zdrojowego w Polanicy-Zdroju.

29 listopada Paulina otrzymała kolejne wyróżnienie. Tym razem znalazła się wśród 30 laureatów Dolnośląskiego Konkursu Literackiego o Laur Złotego Pióra „My Polacy, My Dolnoślązacy”. Jest to spory sukces, ponieważ wśród wyróżnionych znalazło się tylko dwoje uczniów szkół zawodowych z województwa dolnośląskiego. Temat pracy, który wybrała Paulina brzmi: „Rozważania o prawdzie uczuć i postaw patriotycznych – opowiadanie”. Mieszkanka Nowej Rudy, przedstawiła w swojej pracy nasze miasto i jego mieszkańców.

Patriotyczny spacer
W listopadowy, lecz ciepły, jak na tę porę roku, wieczór, naszła mnie ochota na długi spacer. Pomyślałam, że nabiorę trochę świeżego powietrza, a przy okazji wejdę do sklepu i kupię sobie gorącą czekoladę. Ubrana w bordowy, przytulny sweter, zamknęłam za sobą drzwi. Moim oczom ukazał się jesienny pejzaż miasta, który z jednej strony przygnębiał swą szarością, a z drugiej zmuszał do refleksji. Zbliżała się setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości, co wprawiało mnie w zadumę nad własnym krajem i historią ojczyzny. Nie minęło pięć minut mojego wolnego marszu, a na sąsiedniej ulicy spotkałam starszego kolegę ze szkoły, który stał przy murze, w ręku trzymając farbę w sprayu.
– Cześć, co będziesz robił przy tym budynku? – nieśmiało zapytałam. Moją uwagę przykuła jeszcze bluza w którą był odziany. Na plecach przedstawiała pięknego orła i napis: „Śmierć wrogom ojczyzny”.
– Nudzi mi się, może trochę pomaluję, wyrażę swoją tożsamość z lokalną drużyną i całą Polską. Wiesz o co chodzi… – uśmiechnął się delikatnie.
– Przecież to nowo odmalowany blok! Zniszczysz go, a przy okazji cała ulica będzie brzydko wyglądać – odparłam z poirytowaniem.
– Nie panikuj, jako patriota muszę jakoś wyrazić przywiązanie do tego kraju. Ostatnio kupiłem nawet tę bluzę. Elegancko w niej wyglądam, prawda? – zaśmiał się, wstrząsając przy okazji puszką farby.
– Taki z ciebie patriota jak ze mnie baletnica! Gdybyś naprawdę nim był, dbałbyś o czystość miasta. Zwykły cwaniak z lakierem jesteś, o! – odpowiedziałam mocno zdenerwowana.
– Pff… – odparł.
Nie miałam już ochoty na jego towarzystwo. Kiwnęłam z niezadowoleniem głową i zniknęłam szybko z pola widzenia ­osobnika.
– Oby dalsza część wędrówki przebiegła bez takich niespodzianek. – pomyślałam.
Minęłam malowniczy park pełen pozbawionych liści drzew, a zaraz za nim skręciłam na osiedle domków jednorodzinnych. W tym samym momencie moje marzenie o zaczerpnięciu świeżego powietrza legło w gruzach. Z kominów unosiły się dymy, a wraz z nimi przeróżne, obrzydliwe zapachy. Królował wśród nich oczywiście plastik, a gdzieniegdzie unosiła się woń bliżej niezidentyfikowanych śmieci.
– To jakiś koszmar, cuchnie gorzej niż na wysypisku! – pomyślałam, a zaraz przypomniałam sobie o wcześniejszym zdarzeniu oraz rzekomym patriotyzmie kolegi.
Ci ludzie na pewno również uważają siebie za wielkich patriotów, którzy są w stanie za Polskę iść w ogień, a mimo to trują powietrze i okolicznych przechodniów. W mediach temat smogu jest jednym z czołowych, a mimo to większość nadal nie przykłada wagi do sytuacji. Od wstrętnych aromatów unoszących się przed moim nosem można było zemdleć, dlatego skierowałam się do pobliskiego spożywczego po napój i na tym planowałam zakończyć ­wycieczkę.
Przy dziale warzywnym stały dwie starsze panie. Rozmawiały ze sobą uśmiechając się życzliwie do klientów sklepu.
– Stasiu, znowu ci sami na tych radnych poszli, nic się nie zmieni…
– Ach, Krysia, szkoda gadać… A w ogóle byłaś na wyborach?
– Nie byłam. – odparła zmieszana staruszka. – Wnuki przyjechały, obiad trzeba było zrobić, poza tym nie ma na kogo głosować.
– To też racja. – odpowiedziała druga z pań.
Przysłuchując się tej rozmowie myślałam, że przecież było wielu kandydatów do rady miasta czy powiatu, a każdy ma coś innego do zaoferowania. Skoro kobiety nie były zadowolone z poprzednich radnych, mogły przejrzeć ulotki nowych kandydatów i znaleźć chociaż chwilę na oddanie głosu. W końcu każdy taki krzyżyk zaznaczony na karcie do głosowania może coś zmienić. To, co pomyślałam, nieśmiało powiedziałam miłym paniom, a one odpowiedziały:
– Młoda jesteś, to ci się tak wydaje, a prawda jest taka, że każdy chce tylko pieniędzy, a starań-zero!
– Stereotypowe podejście, mało to patriotyczne, drogie panie… – odrzekłam prędko chwytając w rękę torebeczkę z gorącą czekoladą.
Ze zwykłego spaceru zrobiła się prawdziwa lekcja o postawach patriotycznych. Płynie z niej nauka zarówno dla mnie, jak i, mam nadzieję, spotkanych przeze mnie ludzi. Myślę, że dużo się jeszcze muszą nauczyć… Ale jest jeden plus! Wracając do domu zauważyłam, iż znajomy ze szkoły jednak nie zdewastował muru. Może moje słowa jednak do niego dotarły…

Str. 9 w numerze 358 tygodnika „Noworudzianin” dostępnym w archiwum.




Numer 358
7-13 grudnia 2018 r.

Pobierz tutaj (pdf)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *